Humor, dowcipy, filmy Flash |
|

-
Baca
jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje.
Sędzia pyta:
- No to jak to było, Baco?
- Ano nijak. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek.
A ten turysta siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod,
to mi pesteckom trach!!! w oko. A jo nic, ino se strugom ten kołecek.
A on znowu zjad i trach!!! mie pesteckom w oko. A jo nic i dalej
strugom... A on zjad łostatniom cereśnie, rzucił mi torebke pode
nogi, wstał i tak niescęśliwie sie potknął, że upadł na ten kołecek,
com go strugoł. I tak, panie, coś ze 27 razy...
- Jak żegna się
kleryk-informatyk?
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, Enter.
- Rok 1497. Płynie
sobie statek piracki straszliwego kapitana Rudobrodego.
Nagle na horyzoncie pojawia się statek towarowy. Majtek z bocianiego
gniazda woła:
- Kapitanie statek towarowy na horyzoncie!
- Dobra jest! Podajcie moją czerwoną koszulę!!!
Kapitan założył koszulę, dokonali abordażu, straszliwej rzezi i
statek
był ich. Płyną dalej. Nagle na horyzoncie pojawia się drugi statek
towarowy. Majtek z bocianiego gniazda woła:
- Kapitanie statek towarowy na horyzoncie!
- Dobra jest! Podajcie moją czerwoną koszulą!!!
Znów założył koszulę, dokonali abordażu, straszliwej rzezi i statek
był
ich. Po kilku takich akcjach, jeden z marynarzy pyta:
- Kapitanie, dlaczego na akcje zawsze zakłada pan czerwoną koszulę?
- Bo jak napadamy na statek, to mogą mnie przecież ranić, a na czerwonej
koszuli nie widać plam krwi. A gdy nie widać, że kapitan jest ranny,
to
duch załogi nie upada i wszyscy walczą jak lwy!!!
W tym momencie majtek z bocianiego gniazda woła:
- Kapitanie 12 brytyjskich statków wojennych!!!
- Dobra jest!!! Podajcie moje brązowe spodnie...
- Syn wrócił do
domu z samymi dwójami na świadectwie. Ponieważ ojciec przez
cały rok suszył mu głowę o oceny i czepiał się nauki, syn bał się
jak diabli pokazać świadectwo. Ojciec jednak, zamiast rzucać gromy
i lać paskiem, zaprosił syna na fotel. Syn usiadł niepewnie. Ojciec
wyjął papierosy:
- Zapal synu...
- Tata, no co ty, ja nie palę...
- Pal, synu!
Zapalili. Po chwili ojciec otworzył barek i wyjął szkocką.
- Napij się, synu...
- Tata, daj spokój, ja nie piję...
- Pij, jak ojciec daje!
Napili się. Ojciec wyjął zza tapczanu Playboya.
- Masz, oglądaj...
- No nie, tata, nie wygłupiaj się...
- Oglądaj!!!
Siedzą, popijają, czas płynie leniwie. Syn już całkiem się wyluzował,
sięgnął sam po papieroska, lekko szumi mu w głowie. Przerzuca kartki
Playboya, zaciąga się z widoczną przyjemnościa i wreszcie rzuca od
niechcenia znad kolejnej rozkładówki:
- Kurna... tata... i kto to wszystko dupczy? No kto to wszystko dupczy???
- Prymusi, synu, prymusi...
- Australijczyk
kupił nowy bumerang. Tylko za cholerę nie mógł wyrzucić starego...
- Baca jest sądzony
o pobicie obcokrajowca dewizowego. Sędzia pyta:
- Baco czemuście go pobili?
- Bo pedzioł do mnie "chuju"!
- Ależ baco, to obcokrajowiec, Anglik - może powiedział "how
are you", to zwrot grzecznościowy po angielsku! Przeproście go
i jesteście wolni.
- Moze i tak pedzioł. Jo sie na angielskim nie znom! Kiej tak, to
niek mi wybocy!
Wraca baca do domu i coś mu spokoju nie daje. Mruczy pod nosem:
- Moze i ten Anglik pedzioł "hałarju", ale cemu potem dodoł
"pierdolony"???
- Wiejskie baby
drą pierze w zimowy wieczór i opowiadają sobie, jaki to jest
największy ból na świecie:
- Największy ból jest wtedy, jak zęby bolą, ło Jezu jak to boli...
- Eeeee, gówno sie znacie kumo - największy ból był, jakem mojego
Franusia rodziła...
- A dyć tam, godocie! Nic nie wiecie! Największy ból jest wtedy, jak
sie chłop po pijoku dobierze do baby nie tam gdzie trza!
A stara Wojciechowa przysłuchuje się tym przekrzykiwaniom i wreszcie
nie wytrzymuje:
- Syćko co godocie, to je nieprawdo! Cy wom nigdy cycka do sieckarni
nie porwało?
- Do Manhattan
Chase Bank przychodzi staruszka z workiem pieniędzy i prosi
o rozmowę z dyrektorem. Urzednik po długim wahaniu prosi dyrektora.
- W czym mogę pani pomóc ?
- Chcialabym wpłacic do waszego banku sumę 200 tys. $
- Dobrze, ale skąd pani ma tak dużą kwote pieniędzy?
- Po prostu zakładam sie z różnymi osobami o bardzo duże sumy i zawsze
wygrywam, jeżeli pan chce, moge się też z panem założyć. Załóżmy się
o 50 tys. $ że jutro o 12:00 w południe pana jaja staną się kwadratowe...
- Chyba pani żartuje - Ale dyrektor mysli sobie ...50 tys. $ to niezły
pieniądz, a szansa
na kwadratowe jaja równa jest zeru. Dyrektor przyjął zakład i umowili
się na 12:00 następnego dnia. Dyrektor po przyjściu do domu sprawdził
swoje jaja, rano też, ale nie zanosiło się na to, żeby stały się kwadratowe.
W miarę zbliżania się godz. 12:00 dyrektor coraz częściej upewniał
się, a pewność wygranej rosła z każdą chwilą. Punktualnie o 12:00
do banku przyszła staruszka z pewnym facetem.
- To świadek zakładu, w razie wygranej chcę, aby wszystko było zgodnie
z prawem.
- Dobrze, ale moje jaja sprawdzałem przed chwilą i są takie jak zawsze...
- Ale ja też muszę się przekonać o tym, prosze pokazac!
Dyrektor trochę zażenowany rozpina rozporek, zdejmuje spodnie...
- Proszę, są takie jak powinny! Przegrała pani 50 tys!
- Ale rozumie pan, że dopiero po wymacaniu można to stwierdzić, muszę
to sama sprawdzić.
Dyrektor zezwolił, staruszka obiema rękami dotyka, ściska i maca jego
jaja. Wtedy gość towarzyszacy staruszce blednie, zaczyna wrzeszczeć,
walić głową w mur i pada na posadzkę
- Co mu się stało? - pyta dyrektor
- Własnie stracił 150 tys. $, bo założyłam się z nim, że o dzisiaj
12:00 będę trzymała za jaja dyrektora Manhattan Chase Bank.
- Na miasto
napadl smok. Palil domy, pozeral dziewice i robil duzo innych
okropnych rzeczy. W miescie mieszkalo trzech rycerzy: Duzy, Sredni
i Maly. Tak wiec mieszkancy, gdy tylko uswiadomili sobie co sie dzieje,
co sil w nogach pobiegli do Duzego Rycerza po pomoc:
- Duzy Rycerzu, Duzy Rycerzu! Ratuj nasz grod przed strasznym smokiem!
W tobie nasza nadzieja!
Duzy Rycerz zmarszczyl czolo i mowi:
- Hm... Wyprawa na smoka to powazna sprawa! Nie moge zdecydowas sie
tak od razu. Dajcie mi czas do namyslu. Przyjdzie po odpowiedz za...
no, za tydzien.
Ha! Smok, jak sie zdaje, nie mial zamiaru czekac ani godziny. Coz
bylo robic? Mieszkancy popedzili co sil w nogach do Sredniego Rycerza.
- Sredni Rycerzu! Ratuj nas przed okrutnym smokiem!
A Sredni Rycerz na to:
- No, no... Walka ze smokiem to nie byle co! Musze sie wczesniej dobrze
zastanowic - sami rozumiecie. Odpowiem wam za... za... moze za dwa
tygodnie?
Rozgoryczeni, bez wiekszych oczekiwan, poszli mieszkancy do Malego
Rycerza.
- Maly Rycerzu, na nasze miasto napadl smok! Ratuj nas!
Maly Rycerz nic nie odpowiedzial, tylko osiodlal konia, wlozyl zbroje,
wsiadl na konia, dobyl miecza i tarczy i juz, juz chcial odjezdzac,
gdy ktorys z oniemialych ze zdziwienia mieszkancow wykrztusil z siebie:
- Maly Rycerzu, ty... ty nie potrzebujesz ani chwili, zeby sie zastanowic?
A Maly Rycerz na to:
- Tu sie nie ma co zastanawiac, tu trzeba spierdalac!
(Marcin Sawicki, Warszawa)
- Przychodzi
Jasio do sklepu i kładzie na blacie wsze i mówi:
- Poproszę Coca-Cole
A ekspedientka na to:
- Za co?
- Za-wsze Coca-Cola.
(Wojtek Pawlikowski)
- Przychodzi kura
do kury:
- Dzień dobry, jest mąż?
- A jest, jak zwykle, grzebie przy aucie...
- Przychodzi dżdżownica
do dżdżownicy:
- Dzień dobry, jest mąż?
- Eee... nie ma, wyciągnęli go na ryby...
- Stary Żyd, fabrykant
win, leży na łożu śmierci. Dookoła rodzina. On szepcze:
- Teraz przekażę wam tajemnicę produkcji wina. Należy wziąć zleżałych
śliwek, albo gruszek ulęgałek, albo obitych jabłek, albo...
Jego syn nagle przerywa:
- Tate, ja słyszałem, że wino robi się z winogron!!!
- Też można...
- Siedzi facet
u dentysty. Od kilku godzin dentysta męczy się przy jego
trzonowcach, wreszcie ociera pot z czoła i pyta facia:
- To co, zrobić przerwę na papierosa?
- O tak, tak, prosze!
I dentysta wyrwał mu obie jedynki...
- Jadą sobie rycerze,
a tu przy gościńcu stoi starzec w bardzo złym stanie. Zatrzymali się
i indagują:
- Któżeś ty, dobry człowieku?
A starzec pokazuje, że nie może mówić, bo ma wyrwany język. Oko ma
również wyłupione.
- Przebóg! Tyżeś Jurand ze Spychowa???
Onże kiwa głową w potwierdzeniu.
- Kto ci taki gwałt zadał, daj znak jakiś!
Starzec kreśli w powietrzu znak krzyża...
- Nie może być! Na pogotowiu cię tak urządzili???
- Przychodzi facet
do lekarza z bolącym łokciem. Lekarz bada go pobieżnie i
każe oddać mocz do analizy. Facet wraca do domu i zastanawia się:
"Po cholerę mu mój mocz, przecież mnie boli łokieć!" Po
czym złośliwie wlewa do słoika swój mocz, mocz córki, żony i stary
olej silnikowy. Po kilku dniach idzie po wyniki. Lekarz rzecze:
- Nie mam dla pana dobrych wiadomości. Żona się panu puszcza codziennie,
córka jest w ciąży z Murzynem, auto się sypie, a pan niech przestanie
się onanizować w wannie, bo tłucze pan łokciem o krawędź i to od tego
tak boli...
- Siedzi misio
na kanapie i ogląda swój palec, a potem wącha z zaciekawieniem:
- Wosk? - niucha dalej...
- Raczej gówno... - ale wącha ponownie...
- Eeee.... wosk, na pewno wosk... - wącha znowu...
- Kurcze, chyba jednak gówno...
- Nie, wosk, na sto procent wosk...
- Tak, to wosk!
Po chwili sie głęboko zamyśla:
- Ale skąd w dupie wosk???
- - Jasiu nie
pij wody z kałuży!!!
- Dlaczego?
- Bo tam jest mnóstwo bakterii
- Eeee.... nie ma ani jednej, przejechałem po nich dwa razy rowerem!
- We wsi był młynarz,
co żadnej dziewce nie przepuścił. Każdą wykorzystał. Ludzie
przymykali oko, bo przecież każdy miał we młynie interesy, ale miarka
się przebrała, gdy młynarz wyruchał córkę sołtysa. Sołtys zwołał radę
starszych i powiada:
- Tak dalej być nie może! Musimy coś z tym zrobić, bo nam we wsi ani
jedna panna nie zostanie. Radźcie kumowie co robić! Po długiej chwili
podnosi się z końca izby wielka włochata łapa...
- Gadaj kowal, coś wymyślił?
- Ja... mogę... tego, no... przypierdolić młynarzowi...
- Eeee... głupiś! Rękę masz jak niedźwiedź - przywalisz i zabijesz,
a młynarza ino jednego we wsi mamy. Radźcie kumowie jak to inaczej
załatwić. Po długiej chwili podnosi się z końca izby wielka włochata
łapa...
- Coś tam znowu wymyślił, kowal?
- Ja... eeee... tego, no mogę przypierdolić krawcowi! Krawców mamy
dwóch!
- W restauracji
gość życzy sobie na obiad kurczaka, ale zaznacza, że ma to
być kurczak z Dębicy. Kelner biegnie na zaplecze i opowiada kierownikowi
o sprawie. Kierownik decyduje:
- Nie wygłupiaj się, wszystkie kurczaki są takie same! Daj mu tego,
co jest pod ręką, z Pruszkowa, i niech się facet buja! - Kelner zatem
serwuje gościowi po chwili kurczaka na stół. Facet wkłada kurczakowi
palec w kuper, wyciąga, oblizuje i mówi:
- Pan mnie oszukał, to nie jest kurczak dębicki, to pruszkowski. Ja
stanowczo domagam się przyrządzenia kurczaka dębickiego!
Kelner spietrany leci na zaplecze. - Szefie, poznał się! Co robimy?
- Szef powiada:
- Kurna, ma rację, te pruszkowskie są do niczego. Tu obok w sklepie
są kurczaki kieleckie, prawie takie dobre jak dębickie - leć kup i
daj mu! No przecież, kurna, nie może się zorientować!
Po jakimś czasie kelner serwuje nowego kurczaka. Facet znowu wkłada
kurczakowi palec w kuper, wyciąga, oblizuje i mówi do drżącego kelnera:
- Proszę pana, to jest kurczak kielecki! Ja chcę dębickiego!
Kelnera zmyło z sali. Na zapleczu narada bojowa. Kierownik poddaje
się:
- Dobra, kurna, załatwił nas! Niech stracę, trzeba mu dać tego cholernego
kurczaka z Dębicy! Wsiadaj w taksówkę, jedź do delikatesów i kup najlepszego
dębickiego kurczaka. Przyrządzić i podawać!
Po pewnym czasie kelner drżącymi rękoma podaje gościowi kurczaka.
Ten na oczach całej sali, zamarłej w bezruchu, powtarza procedurę:
wkłada kurczakowi palec w kuper, wyciąga, oblizuje i mówi:
- Dziękuję, to jest kurczak dębicki. - I zabiera się do jedzenia.
Wszyscy oddychają z ulgą. W tym momencie do stolika przytacza się
jakiś kompletnie nawalony facet, ściąga spodnie i wypina dupę do gościa:
- Panie... eeep! błagam, pomóż mi pan... eeep! bo ja nic nie pamietam,
kurna, gdzie ja mieszkam?
- Bardzo głodny
rycerz jedzie przez las, aż tu na polanie widzi gospodę.
Myśli sobie - "No, wreszcie się najem". Uwiązuje konia,
wchodzi do gospody, zamawia jadło i czeka przy stole. Nagle w drzwiach
gospody pojawia się jakiś pachołek i wrzeszczy w panice:
- Ludzieee! Ratuj się kto może! Czarny Rycerz nadjeżdża!
Wszyscy w wielkim popłochu opuszczają gospodę. Nasz rycerz, wiedziony
instynktem stadnym, również ewakuuje się z tłumem. A głodny jest jak
cholera! Wreszcie, po odczekaniu kilku godzin w ukryciu, powoli ludzie
wychodzą z krzaków i wracają do gospody. Niestety muszą zaczekać,
bo pod kominem zgasło i jadło wystygło. Rycerz siedzi i czeka na swój
posiłek myśląc: - "Kurna, teraz się nie dam spłoszyć! Muszę coś
zjeść, bo umrę z głodu!" I w chwili, gdy karczmarz już pojawił
się w drzwiach kuchni, niosąc dla rycerza pół pieczonego prosięcia,
wszystkich znów poraził krzyk pachołka:
- Ludziska! Uciekajcie! Czarny Rycerz znowu nadjeżdża!!!
Karczma pustoszeje w mgnieniu oka. Rycerz poniesiony nagłym odruchem,
spieprza znowu w krzaki, a w brzuchu burczy mu niemiłosiernie!!! W
ukryciu myśli: - "Któż to jest ten Czarny Rycerz? Azali ja sam
nie jestem rycerzem? Stawię mu czoła, ale zjeść muszę i basta!!!"
Po kilku godzinach karczma ponownie się zaludnia. Znowu odgrzewanie
jedzenia itp. Wreszcie nasz rycerz dostaje swego prosiaka i łapczywie
wkłada w usta pierwszy kęs. Kubki smakowe ożywają, ślina wypełnia
jamę ustną. Z błogostanu wyrywa go krzyk przeszywający do szpiku kości:
- Ludzieeee!!!! Czarny Rycerz wraca!!!!!
W sekundę w karczmie jest pusto. Tylko nasz rycerz kuli się przy stole,
orząc nerwowo ostrogami polepę. W ręce zaciska gicz wieprzową i myśli:
- "Przebóg! Choćbym miał zginąć - zjeść muszę! Nie ulęknę się".
Za plecami słyszy tętent konia, parskanie i ciężkie kroki. Ogromny
cień przesłania wejście. Kroki zbliżają się, stal szczęka o stal,
a głos powiada:
- A więc to tak! Chojraka zgrywasz? Za to zrobisz mi laskę albo cię
zabiję!
Nasz rycerz kalkuluje w pośpiechu: - "Jeszczem nie dojadł, szkoda
tak zacnego prosiaka zostawiać. Zrobię mu laskę, a potem jeść dokończę".
Po czym odwraca się i nie patrząc nawet do góry przyklęka na kolano
(w zbroi strasznie mu niewygodnie) i robi laskę. Słyszy głos z góry:
- A uważaj, przyłbicą nie przytnij! - Po chwili czuje dobrotliwe klepanie
po głowie stalową rękawicą:
- No, no, udatnie to robisz! A pośpiesz się, bom słyszał, że tu Czarny
Rycerz rychło nadjedzie i będziem musieli spierdalać...
- Baca jest sądzony
za gwałt. Sędzia życzy sobie usłyszeć, jak przebiegało całe
zajście. Baca opowiada:
- Wsedłek do izby, patrze, Maryna ciasto miesi. No to mie sparło,
wzionem jo za kiecke i zdarłem. Potem złapałek jo za prawy cycek...
Sędzia reaguje gwałtownie: - Baco, nie mówi się za cycek, tylko za
pierś! Mówcie jeszcze raz.
- No dobra... Wsedłek do izby, patrze, Maryna ciasto miesi. No to
mie sparło, wzionem jo za kiecke i zdarłem. Potem złapałek jo za prawo
pierś, potem za lewy cycek....
- Baco, nie mówi się za cycek, tylko za pierś! Pilnujcie się, jak
zeznajecie!
- No dobra... Wsedłek do izby, patrze, Maryna ciasto miesi. No to
mie sparło, wzionem jo za kiecke i zdarłem. Potem złapałek jo za prawo
pierś, potem za lewo pierś i ciepłem jo na wyrko. Zdjonem portki i
jo wydupcyłek
- Baco, uważajcie! Macie powiedzieć: "odbyłem z nią stosunek
seksualny"
- No dobra... Wsedłek do izby, patrze, Maryna ciasto miesi. No to
mie sparło, wzionem jo za kiecke i zdarłem. Potem złapałek jo za prawo
pierś, potem za lewo pierś i ciepłem jo na wyrko. Zdjonem portki i
odbyłek z nio stosunek seksualny. A potem jo galanto wydupcyłek...
- Rozmawiają
dwa ślepe konie:
- Będziesz startował jutro w Wielkiej Pardubickiej?
- Nie widzę żadnych przeszkód...
(Jurek Różycki)
- Polak, Rusek
i Niemiec dostali od diabła zadanie: wytresować psa. Każdy
dostał worek kiełbasy, psa i dwa tygodnie na tresurę. Po tym czasie
odbywa się sprawdzian. Wchodzi Niemiec, chudy jak patyk, wymęczony,
niewyspany, pies nażarty jak bania. Niemiec podaje komendy: siad,
łapa, proś, leżeć... Pies wykonuje pięknie każde polecenie. Diabeł
chwali Niemca. Po chwili wchodzi Rusek w podobnym do Niemca stanie
- wychudzony, wycieńczony. Pies gruby jak świnia, posłusznie wykonuje
wszystkie polecenia: siad, łapa, proś, leżeć... Diabeł chwali Ruska.
Wreszcie wchodzi Polak. Nażarty, wypasiony, wyluzowany. A pies - szkoda
gadać: skóra i kości. Diabeł z pyskiem na Polaka:
- Ty durniu, zeżarłeś całą kiełbasę!!! No i czego nauczyłeś psa?
A Polak tylko wycelował palcem w psa i mówi: - Proś!
A pies: - Prooooooszeeeee......
- Baca wlecze
do lasu ścierwo psa. Sąsiad zagaduje:
- A cóz to sie stało, kumie?
- Aaaa... musiałek go zastrzelić!
- To pewnie był wściekły, co???
- No, zachwycony to nie był!!!
- W Hyde Parku
ktoś notorycznie wyżerał jabłka z drzew. Ogrodnik postanowił
zaczaić się na złodzieja. Gdy w nocy coś zaczęło szeleścić w gałęziach,
ogrodnik podkradł się do jabłonki i ujrzał na niej ciemną postać.
Niewiele myśląc, złapał złodzieja za jaja. Ścisnął i pyta:
- Gadaj, ktoś ty?! - Odpowiedziała cisza. Ściska więc mocniej:
- Gadaj, pókim dobry, ktoś ty ??!!!! - Dalej cisza... Ścisnął z całej
siły:
- Gadaj draniu, ktoś ty ?????!!!!!!!!!! Zduszony głos wyjąkał:
- ....Józek..... nie...mo...wa.... ze wsi........
-
Do
baru na dzikim zachodzie wchodzi kowboj. Zapala zapałkę, wyciąga
rewolwer i strzela. Kula odbija się od ściany, sufitu, podłogi i
trafia w zapałkę gasząc ją.
- I'm John - mówi kowboj.
Po chwili w chodzi do baru drugi kowboj i robi to samo.
- I'm Harry - przedstawia się.
Następnie wchodzi trzeci wyciąga zapałkę i strzela. Kula odbija
się od ściany, sufitu, podłogi i zabija barmana.
- I'm sorry...
-
Siedział
Jaś na strychu i robił sobie dobrze. Tak był pochłonięty tą czynnością,
że nie zwracał uwagi na chałas jaki powodował. Nagle babcia krzyczy
do niego z kuchni:
- Co tam Jasiu robisz, że się tak tłuczesz ?!
- Konia biję - odpowiada Jaś.
- A bij skurwysyna ! Po co tam wlazł...
-
W
latach 70 baca kupił sobie Syrenkę. Niestety w owych czasach to
był bardzo elegancki samochód a na przeglądy trzeba było jeździć
do Warszawy do TOS-u. Pewnego razu baca pojechał do Warszawy na
przegląd i nie wraca tydzień, 2, miesiąc. W końcu idzie, ale na
piechotę.
- Gdzie baco Syrena ??? Pytają koledzy.
- Ano wicie, zajechałem do tej Warszawy zwiedzam miasto i szukam
tego TOS-u. Niestety nie znalazłem TOS-u, ale zobaczyłem milicjanta
stojącego na rogu.
Podjechałem i pytam:
- Którędy ku TOS-ie ??? No i posiedziałem 2 miesiące...
Portal ślubny :
Dance,
Pop, Techno, Rock, House, Rap, muzyka filmowa na CD! : Namioty Vitabri, wynajem namiotów : Hotele noclegi : SPA hotele : Zdjęcia Lady Gaga : Darmowe ebooki, książki pdf : Rodzina na swoim kredyty mieszkaniowe : Hosting : Sklep z nutami : Mp3 best : Muzyka mp3 teksty piosenkek : Analiza ekonomiczna : Ford Mustang, BMW, Ferrari, Bugatti, Porsche, Audi
Kalendarz przygotowań ślubnych
Kredyt hipoteczny Banku Millennium

  
 
Książki pdf : Kredyty : Książki audio : Promocje ebooków : Kosmetyki, suplementy diety, kremy dla kobiet : Kremy, maseczki, toniki, kosmetyki Idea 25 : Audiobooki
Chorwacja
Bułgaria
Grecja
Turcja
Dubaj
Egipt
Tunezja
Seszele
Ebooki i książki pdf do nauki języków obcych
następne...
|
|